08.07.2026 | Czytano: 77

Egzamin ósmoklasisty w Chojnicach. Grzegorz Czarnowski: "Ranking szkół nie pokazuje całej prawdy"

Wyniki egzaminu ósmoklasisty znów uruchomiły porównania chojnickich szkół. Kto wypadł najlepiej? Kto poprawił wynik? Która placówka znalazła się niżej niż rok wcześniej? Grzegorz Czarnowski, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miejskiego w Chojnicach, studzi emocje. Jego zdaniem proste rankingi mogą być mylące, bo nie pokazują ani specyfiki szkoły, ani możliwości uczniów, ani rzeczywistego przyrostu ich wiedzy.

Robert Ważyński: Jak pan ocenia tegoroczne wyniki egzaminu ósmoklasisty w chojnickich szkołach?

Grzegorz Czarnowski: Generalnie do wyników egzaminów w chojnickich szkołach zawsze podchodzę bez większego entuzjazmu. Nie dlatego, że są złe, ale dlatego, że najczęściej analizuje się je w postaci prostego rankingu szkół. A to moim zdaniem nie daje pełnego obrazu.

Trzeba pamiętać, że często mamy do czynienia z niewielkimi grupami uczniów, które nie są reprezentatywne. Wynik zależy od specyfiki konkretnego oddziału, czasem kilku oddziałów, od możliwości uczniów, ale również od samego arkusza i pytań, które pojawią się na egzaminie.

Może być więc tak, że ta sama szkoła, pracująca tymi samymi metodami i z tą samą kadrą pedagogiczną, w jednym roku osiąga bardzo dobry wynik, a w kolejnym spada na końcówkę różnych zestawień. Gdy spojrzymy na wyniki z kilku lat, takie sytuacje naprawdę się zdarzają.

Dlatego sama średnia szkoły nie daje odpowiedzi na pytanie, jak rzeczywiście wygląda tam poziom nauczania.

Czyli rodzice nie powinni przywiązywać zbyt dużej wagi do rankingów?

Mają oczywiście pełne prawo porównywać szkoły i wyciągać własne wnioski. Tak było zawsze. Rodzice budują sobie pewną hierarchię placówek i wybierają tę, którą uważają za najlepszą dla swojego dziecka.

Problem zaczyna się wtedy, gdy o całej szkole mówi się wyłącznie na podstawie jednej średniej. Weźmy placówkę, która prowadzi oddziały integracyjne albo w szerszym zakresie pracuje z uczniami ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Nawet przy ogromnym zaangażowaniu nauczycieli jej średni wynik może być nieco niższy.

Są też szkoły o zupełnie innej specyfice, do których trafia określona grupa uczniów. Bywają małe grupy zdających, gdzie kilku bardzo dobrych uczniów może mocno podnieść średnią. I odwrotnie. Wystarczy kilka słabszych wyników, żeby szkoła nagle spadła w zestawieniu.

To nie oznacza automatycznie, że jednego roku szkoła świetnie uczy, a rok później już źle.

W tym roku uwagę zwraca dobry wynik Szkoły Podstawowej nr 5. To może pomóc tej placówce?

Oczywiście, że się cieszę z wyniku „Piątki”. Tym bardziej, że przez ostatnie kilka lat szkoła notowała niepokojąco niski nabór. Podejmowała różne działania, żeby promować się na zewnątrz i odwrócić tę tendencję.

Dobry wynik egzaminu może w tym pomóc. W tym sensie ranking ma znaczenie promocyjne. Rodzice patrzą na takie zestawienia i biorą je pod uwagę przy wyborze szkoły.

Trzeba też pamiętać, że obwód szkolny w praktyce nie zawsze przesądza o tym, gdzie dziecko będzie się uczyć. Rodzic ma prawo wybrać szkołę, którą uważa za najlepszą i która jest mu, mówiąc najprościej, najbliższa w sercu.

Dlatego cieszę się, że „Piątka” poprawiła wynik i może wykorzystać to również w budowaniu swojego wizerunku. Nadal jednak podkreślam, że bez głębszej analizy sam wynik nie mówi wszystkiego.

A patrząc szerzej? Jak Chojnice wypadły na tle województwa?

Jeżeli mielibyśmy porównywać wyniki właśnie w taki sposób, to można powiedzieć, że Chojnice wypadły całkiem dobrze. Tylko ponownie zaznaczam, żeby nie przywiązywać się przesadnie do prostych rankingów.

Ludzie oczywiście patrzą, która szkoła jest pierwsza, druga czy ostatnia. To budzi emocje. Ale trzeba wiedzieć, co za tym wynikiem stoi.

W jednej placówce może być liczna grupa uczniów o bardzo zróżnicowanych możliwościach. W innej grupa zdających jest niewielka i kilku uczniów mocno wpływa na średnią. Może się zdarzyć, że szkoła bardzo dobrze wypada z jednego przedmiotu, a z innego znajduje się poniżej średniej miejskiej, powiatowej czy wojewódzkiej.

I co wtedy? Mamy uznać, że z jednego przedmiotu szkoła jest świetna, a z drugiego fatalna? To byłoby zbyt proste.

Co zatem powinno być analizowane zamiast samej średniej?

Jeżeli zagłębimy się w dane przedstawiane przez Centralną Komisję Egzaminacyjną, to mamy znacznie więcej informacji. Są staniny, rozkład wyników, rozpiętość pomiędzy rezultatami najlepszymi i najsłabszymi. Można zobaczyć, jak wygląda cała grupa, a nie tylko jedną liczbę.

Dla szkoły ważne powinno być też to, z jakim poziomem uczeń zaczynał i jaki zrobił postęp. Ten przyrost wiedzy i umiejętności jest niezwykle istotny.

Bo wyobraźmy sobie ucznia, który startuje z bardzo niskiego poziomu, ale dzięki pracy nauczycieli wykonuje ogromny postęp. Na egzaminie nadal może nie osiągnąć wyniku, który podniesie szkolną średnią. Czy to oznacza, że szkoła źle pracowała? Wręcz przeciwnie.

Dlatego takie dane trzeba analizować znacznie głębiej i przede wszystkim wewnątrz szkoły.

Czy szkoły potrafią wyciągać z tych danych konkretne wnioski?

To jest bardzo trudna praca. Trzeba właściwie odczytać wyniki, przeanalizować je i później przełożyć na konkretne działania. To zadanie dla całego zespołu nauczycieli.

Nie chodzi o to, żeby zobaczyć jedną liczbę i powiedzieć: jest dobrze albo jest źle. Trzeba sprawdzić, gdzie uczniowie mieli problemy, jakie umiejętności opanowali lepiej, jakie słabiej i z czego to może wynikać.

Dopiero wtedy egzamin staje się rzeczywistym narzędziem do oceny pracy i planowania dalszych działań. Sama tabela z kolejnością szkół może budzić emocje, może być przydatna promocyjnie, ale edukacyjnie mówi zdecydowanie za mało.

RW: Dziękuje za rozmowę.
GC: Dziękuję.


Fot. arch.

Robert Ważyński

Komentarze

reklama